Pojednanie i Pokuta

RACHUNEK SUMIENIA


 
CZYLI DECYZJA: ZABIORĘ SIĘ I PÓJDĘ DO MOJEGO OJCA

Wydawałoby się, że rachunek sumienia to przede wszystkim pytanie o to, jak liczyć grzechy. Jest Dziesięć Przykazań Bożych, czyli dziesięć kategorii grzechów, które możemy popełnić; pięć przykazań kościelnych, czyli jeszcze pięć innych możliwych grzechów. Są też propozycje, żeby rachunek sumienia robić względem uchybień wobec przykazań miłości, ośmiu błogosławieństw czy „Hymnu o miłości” św. Pawła.

Grzechu nie można wyznać komukolwiek

Rachunek sumienia to przede wszystkim nawiązanie relacji z Bogiem. Wszystkie propozycje wyliczania grzechów względem jakiejś tabeli grzechów mogą spowodować, że skupimy się na sobie, na rozpoznaniu i wyliczeniu naszych złych czynów, a stracimy ten ważny wymiar rachunku sumienia, jakim jest poszukiwanie relacji z Bogiem. 

Znane są wstrząsające świadectwa ludzi, którzy popełnili bardzo ciężkie grzechy, tak ciężkie, że ich samych one potem przerażały. Ci ludzie wspominają, że szukając jakiegoś światła, jakiegoś wyjścia z upadku, szukali przede wszystkim kogoś, komu mogliby o tym opowiedzieć.

Pierwszy krok w rachunku sumienia to uświadomienie sobie, że jest gdzieś ktoś, komu mógłbym powierzyć się razem z tym złem, w którym tonę. Choćby na takiej zasadzie, na jakiej robi to syn z przypowieści zawartej w Ewangelii: „Nie jestem godzien, wszystko straciłem już nie będę synem, będę najemnikiem". Ale taką rzecz można powiedzieć tylko Ojcu a nie komukolwiek innemu. Grzechu nie można wyznać komukolwiek, trzeba go wyznać temu, wobec kogo zło zostało dokonane. Gdybym opowiedział o grzechu znajomemu albo towarzyszowi w grzechu, on prawdopodobnie by próbował mnie pocieszać: „Nie martw się, to nic takiego”.

Rozpoznanie tego kogoś, kto został poszkodowany przez mój grzech i kto gotów jest usłyszeć moje wyznanie, to jest właśnie rachunek sumienia. Kiedy ten ktoś chociaż „zarysuje się” na moim horyzoncie, wtedy mogę ułożyć swoje wyznanie.

Dziesięć Przykazań czy Kazanie na Górze

Katechizm Kościoła Katolickiego proponuje rozważanie dwóch fragmentów Pisma Świętego dotyczących oceny ludzkich czynów: Dziesięciu Przykazań i Kazania na Górze.

Dziesięć Przykazań miało służyć ochronie tej najważniejszej, objawionej prawdy: Słuchaj Izraelu, Pan jest twoim Bogiem, Bogiem Jedynym. Jako dziecko jedynego Boga, będziesz przestrzegał dni świętych, będziesz szanował rodziców, będziesz mówił prawdę, nie będziesz zabijał, nie będziesz cudzołożył. Bo On jest twoim Bogiem. Tylko w tym kontekście Dziesięć Przykazań ma w ogóle sens. Gdyby nie związek z prawdą o Bogu Jedynym, byłby to tylko zwykły kodeks etyczny podobny do tych, które znane są w innych kulturach.

Katechizm proponuje powiązanie tego starotestamentalnego objawienia z przykazaniami miłości Boga, bliźniego i siebie samego. Czyli proponuje to, co spotykamy w Kazaniu na Górze, w którym Jezus mówi, że wypełnienie przykazań to nie tylko odrzucenie złych czynów, ale realizowanie nakazu miłości, prawdomówności, czynienia dobra, czystości w relacji z drugim człowiekiem.

   Rozważenie tego, w jaki sposób kochałem Boga, bliźniego i samego siebie, to zabieg bardzo istotny dla rozpoznania moich grzechów. Kiedy zastanowię się nad tym, kiedy kochałem Pana Boga, natychmiast rzucaj ą mi się w oczy momenty, kiedy Go nie kochałem. Trudno jest kochać Pana Boga, choćby dlatego, że Go nie widać. Trudno również czasem odkryć związek mojego czynu z miłością lub brakiem miłości do Niego. Spójrzmy choćby na modlitwę. Nad naszą modlitwą zawsze powinniśmy zastanowić się w rachunku sumienia. Ale modlitwa to jest w gruncie rzeczy dar Boga dla człowieka, żeby człowiek mógł Go szukać i znaleźć. Czy modlitwa wobec tego służy Panu Bogu czy mnie? Wiemy, że istnieją szkoły modlitwy oderwane od religijności, służące samodoskonaleniu człowieka. A jednak Bóg chce, żebyśmy się modlili. On tego pragnie. A nade wszystko pragnie, żebyśmy nauczyli się kochać, bo miłość nas uszczęśliwia. Daje nam sposoby na kochanie, ale my rzadko umiemy z nich korzystać, czasami wręcz odmawiamy.


Zdecydowanie nie wydają się dobre takie szkoły rachunku sumienia, które proponują katalog różnych przewinień względem miłości. Dlaczego? Dlatego, że być może nie poznałbym wielu możliwości grzeszenia, gdybym nie przeczytał o nich w katalogach grzechów wypisanych w takich książeczkach.


Bóg nie proponuje katalogu grzechów, ale mówi: będziesz miłował Boga, bliźniego i samego siebie. W oficjalnym dokumencie Kościoła o spowiedzi małżonków sporządzonym przez kardynała Lopeza Trujillo (Papieska Rada ds. Rodziny ogłosiła w Rzymie Vademecum dla spowiedników o niektórych zagadnieniach moralnych dotyczących życia małżeńskiego) jest napisane, że spowiednik, nawet pomagając w wyznaniu grzechów, nie powinien pytać grzesznika, czy jakiś grzech popełnił. Dlatego, że w ten sposób można zasugerować różne możliwości grzeszenia, których ktoś dotąd nie popełniał. Można popchnąć człowieka na drogę grzechu. Spowiednik powinien skupić się raczej na Bożej dobroci, która towarzyszy ludzkiej miłości i w ten sposób włączyć się w działanie Ducha Świętego. Duch Święty naprawdę znakomicie pokazuje, gdzie nam brakuje miłości. Czasem widzę, jak niezwykle jasno przemawia Duch Święty w sumieniu grzesznika.

grzech to coś konkretnego
 

Rachunek sumienia, czyli rozpoznanie tego, czy kochałem, ma pokazać mi moją rzeczywistą sytuację, która jest sytuacją grzesznika. Rachunek sumienia ma doprowadzić mnie do odkrycia, i to w konkretach, a nie w ogólnikach, gdzie, w jakich sytuacjach zabrakło mi miłości wobec ludzi i gdzie, w jakich sytuacjach zabrakło mi miłości do Pana Boga. Podkreślę jeszcze raz: chodzi o te chwile, kiedy coś się działo a nie moją ogólną sytuację grzesznika.


Rachunek sumienia ma doprowadzić do nazwania po imieniu czynów, które popełniłem, z określeniem stopnia wolności tych czynów, czyli tego, na ile byłem świadomy, że to, co właśnie robię, jest złe i na ile chciałem rzeczywiście to zrobić.


Jeżeli czyn był zły i zło było poważne, a w dodatku czyn popełniony był w pełnej wolności, jaką posiadałem i na dodatek wiedziałem, że to, co zrobię, jest złe, to grzech był ciężki. Jeżeli brakowało wolności, świadomości albo czyn materialnie był błahy, zmniejsza to ciężar grzechu. Ukraść z premedytacją i pełną świadomością 50 groszy a 50 000 zł, to nie jest to samo, mimo że oba czyny zostały popełnione z całkowitą świadomością. Chyba, że to było 50 groszy ukradzione biedakowi, który głodny, chciał kupić sobie bułkę.

 

 

ŻAL ZA GRZECHY


TO DECYZJA UZNANIA SWOICH CZYNÓW ZA ZŁE: OJCZE, ZGRZESZYŁEM 

 Używamy czasem słów, które wprowadzają zamieszanie w nasze religijne myślenie. Takim określeniem jest „żal za grzechy". Chrześcijaństwo przyszło do nas z Czech i „żal za grzechy" prawdopodobnie jest zapożyczeniem z języka czeskiego. Kojarzy nam się z poczuciem wstydu, niechęci, odrazy do czynu, żalu z powodu straty czegoś. Te nasze odczucia niewiele wnoszą w samą spowiedź. Grzechy, które popełniamy, często wcale nie są dla nas nieprzyjemne. Jest też wiele grzechów, które przynoszą nam konkretną korzyść i grzesząc, właśnie tej korzyści oczekiwaliśmy. Jedynym mankamentem było to, że czyn jest zakazany przez przykazania Boże. Dopiero w wyniku długiej refleksji jesteśmy niekiedy w stanie dostrzec, że grzech wcale nie przyniósł nam korzyści

rozum, nie emocje

W tradycyjnej nauce Kościoła (tak naucza np. św. Tomasz z Akwinu) żal za grzechy to rozumna ocena czynów względem jakichś kryteriów, innych niż tylko subiektywne. Jest to ocena tego, ile było w moim czynie dobra, wolności, ile konkretnego zła, jaką grzech przyniósł mi subiektywną korzyść, czy prowadził mnie do grzechu jakiś duchowy proces, czy też popełniłem go spontaniczne i wiązał się z sytuacją, w której się znalazłem.

Wiadomo, że każdy człowiek subiektywnie uznaje jedne rzeczy za dobre, inne za złe. A jednak rozum podpowiada, że nie ja jestem jedynym wyznacznikiem wartości moich czynów, że istnieje coś takiego, jak wspólnotowe przeświadczenie. Po łacinie nazywa to się conscientia, czyli dosłownie: wspólna wiedza co do rzeczy. Po polsku mówimy sumienie i to słowo odwołuje się do takich skojarzeń, jak: sumienność, staranność, akuratność i, niestety, prowadzi nas w niewłaściwym kierunku. Rozumna ocena, to ocena uwzględniająca zarówno moją subiektywną ocenę i moją sumienność, jak i moją wiedzę religijną, znajomość Bożych przykazań, nauki Kościoła, doświadczenia innych ludzi. Bardzo często ludzie wygadują na nas, chrześcijan, różne złe rzeczy. Mówią, że jesteśmy za mało miłosierni dla ubogich, że żyjemy w zbytkach, że jesteśmy zbyt zadowoleni z siebie, zadufani w sobie, że mamy przeświadczenie, iż jesteśmy wybrani przez Pana Boga bardziej niż inni ludzie.

W ocenie siebie, warto brać pod uwagę także zdanie nieżyczliwych nam ludzi, nawet jeżeli nie zgadzamy się z taką jednostronną oceną. Uwzględnienie sugestii wytykających nawet drobne nasze potknięcia jako wielkie grzechy, może nam przynieść wiele korzyści.

światło, które nie pochodzi ode mnie

Kiedy braki miłości, które zauważyłem podczas rachunku sumienia staram się poddać rozumnej ocenie sumienia, dostrzegam mnóstwo pytań i pułapek.

W Kościele wierzymy, że jednym ze składników naszego sumienia jest coś zupełnie pozaracjonalnego, czyli światło Ducha Świętego. Duch Święty przekonuje świat, a więc także i mnie, o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie (por. J 16,7). O sądzie, bo świat nie poznał Jego, o sprawiedliwości, bo sprawiedliwość Boga, to Jego Miłość. A Miłość nie zrezygnuje z nalegania na moje nawrócenie. Duch Święty oświeca mnie i daje mi coś, do czego własnym rozumem nigdy bym nie doszedł. Gdyby nie Duch Święty, widząc zło swoich czynów, osądziłbym siebie jako grzesznika nie zasługującego na miłosierdzie. To Duch Święty mnie przekonuje, że chociaż „nie jestem godzien być synem", mogę wrócić i spodziewać się, że Ojciec da mi coś do zjedzenia i nie zginę z głodu. Przeświadczenie, że Ktoś może okazać mi łaskę, jest światłem, które pochodzi z Wysoka i nie jest wynikiem rozumowania. To światło pochodzi od Boga.

sumienie wolne i zniewolone

Warto powiedzieć coś na temat problemów z wolnością sumienia. Kryterium sumienia jest w Kościele bardzo ważną zasadą.

Człowiek ma postępować zgodnie ze swoim sumieniem. Jeżeli czyniąc zło postąpił zgodnie ze swoim sumieniem, nie popełnił grzechu.

Ale czasem postępując zgodnie z sumieniem człowiek zrobi coś, co okaże się złe albo prowadzi do jakiegoś zła, a czasami do pychy. Bywa, że człowiek nie widzi, że czyni zło, bo nauczył się źle oceniać. Niestety, bardzo często dotyczy to sfery emocjonalności i tak delikatnej - naszej seksualności. Chcieliśmy jak najlepiej, wydawało się nam, że będzie dobrze, a stało się inaczej. Gdzieś był błąd w ocenie. Czasem komuś się wydaje, że wszystko jest dobrze, problem tylko w tym, że Kościół uważa jego czyn za grzech ciężki i domaga się wzięcia tego pod uwagę w tej ocenie, jaką jest żal za grzechy.

Więc jak jest z tą zasadą wolności sumienia? Ciekawie tłumaczy to św. Tomasz, proponując następujące rozróżnienie: człowiek ma wolę i wolność. Zazwyczaj mówimy, że człowiek ma wolną wolę. Ale to może wprowadzać w błąd, bo określenie „wolna wola" mogłaby oznaczać, że mogę robić wszystko „co mi się chce". A nie wszystko „co mi się chce" jest dobre. A przecież człowiek nie chce robić tego, co złe. Tomasz mówi więc, że w człowieku jest wola, która otwiera nas na dobro, sprawia, że człowiek chce dobra i dąży do dobra. Nawet ktoś, kto zrobił coś złego, bardzo często chciał dobra, ale źle, na przykład fragmentarycznie to dobro rozpoznał (np. ukradł samochód myśląc o dobru dla swojej rodziny) albo emocje wzięły górę i nie zrealizował tego dobra, do którego dążył.

Człowiek ma w sobie WOLĘ, która kieruje go na dobro i nastawia go na to, żeby to dobro zdobyć. Ale człowiek ma tez WOLNOŚĆ, to znaczy zdolność decydowania, czy pójdzie za dobrem wskazanym przez wolę i w jaki sposób to zrobi.


To rozróżnienie na wolność i wolę bardzo pomaga w zrozumieniu problemu żalu za grzechy, czyli pomaga w mojej ocenie czynów. Patrzę na to, co zrobiłem i widzę, czy dobrze rozpoznałem, czy poszedłem za wolą, która pokazała mi prawdziwe dobro, czy też zabrakło mi wolności i wielkie dobro przysłoniło mi inne, mniejsze, postrzegane bez kontekstu, takie na przykład, jak seks bez małżeństwa, który jest w takiej sytuacji siłą niszczącą. Rozróżnienie św. Tomasza nawiązuje do św. Augustyna, który mówi, że grzech (zło) to brak dobra. Św. Tomasz mówi, że wolność realizuję wtedy, kiedy idę za dobrem. Jeżeli poszedłem za złem, zmarnowałem swoją wolność, zużyłem ją na byle co. Czyli zło to zmarnowana wolność.

Żal za grzechy jest moją  wewnętrzną decyzją, wyznaniem wobec Boga, do którego idę: „Tak, uznaję te czyny za złe”. Nawet, jeśli one - subiektywnie patrząc - są przyjemne albo mam dobre wspomnienia z nimi związane. Uznaję je za złe w świetle tej wiedzy, którą mam dzięki mojemu sumieniu oświeconemu przez Ducha Świętego. To jest właśnie żal za grzechy.

 

POSTANOWIENIE POPRAWY


CZYLI DECYZJA NA ZMIANĘ W MOIM ŻYCIU: UCZYŃ MNIE CHOĆBY JEDNYM Z NAJEMNIKÓW

 

W spowiedzi jest również wątek przypominający kierownictwo duchowe. Ksiądz, który w imieniu Chrystusa przyjmuje wyznanie, ma możliwość modyfikowania ludzkiej drogi. Dzieje się to wtedy, kiedy człowiek spełnia trzeci warunek dobrej spowiedzi postanowienie poprawy

czas na zmianę

Czym w takim razie jest postanowienie poprawy? Jest decyzją na zmianę. W Ewangelii czytamy: 

Zabiorę się i pójdę do mego ojca i powiem mu: (-) już nie jestem godzien nazywać się twoim synem; uczyń mnie choćby jednym z najemników.  

Syn zdecydował się na taką  zmianę w życiu. Oczywiście ojciec nie zgodził się na takie rozwiązanie, przywrócił mu synostwo, dał suknię, pierścień, wyprawił ucztę. Ale ważne jest to, że syn miał jakiś plan, kiedy szedł w stronę domu ojca. Ten plan ukonkretnił jego działania. Zawsze dobrze jest mieć konkretne propozycje.

Na przykład komuś się wydaje, że jego modlitwa przez ostatnich pięć lat była zupełnie beznadziejna i bezużyteczna, bo była całkowicie nie skupiona. Przychodzi i mówi: „Chciałbym w nią wprowadzić na końcu słowa Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu”. Zapytany, dlaczego chciałbyś to zrobić? Odpowiada: „bo wreszcie chcę ruszyć w jakąś stronę”. A gdyby zamiast dorzucania kolejnej formuły zechciał chwilę zamilknąć i posłuchać przez 15 sekund, co w nim ta modlitwa, która wydaje ci się całkowicie bezużyteczna, pozostawiła? Sprawdź, co Bóg powie do ciebie przez te 15 sekund milczenia o twojej bezużytecznej modlitwie.

Czasami człowiek wielką wagę przywiązuje do skupienia w modlitwie. Zamyka oczy, marszczy czoło, prostuje swoją sylwetkę, żeby skupić się jeszcze bardziej. I cała modlitwa schodzi mu na próbach skupienia. Są inne rodzaje skupienia. Czasami warto „zrezygnować” ze skupienia na rzecz miłości, a okaże się, że to miłość była tym skupieniem, którego człowiek poszukiwał.

Postanowienie poprawy decyduje czasem o owocności spowiedzi, o tym, że idąc dalej przez życie będziemy lepiej sobie radzić w tych sytuacjach, które powodowały grzechy. Postanowienie poprawy jest też dalszym ciągiem działania owego pozaracjonalnego elementu w moim sumieniu - światła Ducha Świętego. Czasami wystarczy 15 sekund zastanowienia, żeby dać Panu Bogu szansę i usłyszeć, co do mnie mówi.

 

SZCZERA SPOWIEDŹ


CZYLI DECYZJA NA WYZNANIE: OJCZE, ZGRZESZYŁEM

W tym wyznaniu Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie akcent powinien padać na słowo: „Ojcze”. Spowiedź jest procesem, który nie ogranicza się tylko do krótkiego spotkania w konfesjonale. Zaczyna się już wtedy, kiedy człowiek odkryje, że jest mu źle z jego grzechami.


cały świat jest zainteresowany moim pojednaniem

Niektórzy zadają pytanie, czy koniecznie trzeba wyznawać grzechy księdzu, czy nie można się spowiadać jakoś inaczej. 

Spowiedź jest sakramentem, ale jednocześnie aktem społecznym - dotyczy całego Kościoła. Cały świat jest wręcz zafascynowany tym wielkim wydarzeniem, jakim jest moje pojednanie z Bogiem. To pojednanie nie dokonuje się jednak mocą mojego wyznania - to Bóg przywraca mnie sobie samemu, czyniąc mnie na powrót swoim dzieckiem. Moje wyznanie otwiera jedynie drogę dla Jego działania, umożliwia Ojcu ten jeszcze jeden okrzyk: oto ten syn mój był umarły, a ożył

Okrzyk Ojca rozlega się najgłośniej w Tajemnicy Paschalnej: Chrystus umiera za grzesznika i zmartwychwstaje na znak jego usprawiedliwienia. Ten właśnie Chrystus jest obecny podczas spowiedzi, a (co niezwykłe) gwarancją obecności jest Jego uczeń i przedstawiciel - kapłan - grzesznik nie mniej grzeszny niż wszyscy ludzie na świecie. Można powiedzieć, że Chrystus jest tak pokorny, że słucha spowiedzi jednego grzesznika poprzez innego grzesznika, którym jest ksiądz. 

spróbuj siebie powierzyć

Spowiedź zaczęła się już wtedy, kiedy człowiek po raz pierwszy pomyślał, że nie chce być grzesznikiem. Syn z Ewangelii zapragnął tylko tego, by nie być głodnym. Jego spowiedź zaczęła się, gdy przypomniał sobie, że przecież kiedyś nie był głodny. To było jego przygotowanie do rachunku sumienia. Każda spowiedź rozpoczyna się przygotowaniem do rachunku sumienia, potem następują kolejne etapy i w pewnym momencie przemienia się w celebrację sakramentalną. Jak każda celebracja sakramentalna, zawiera obrzędy wstępne, liturgię Słowa, liturgię sakramentu i obrzęd rozesłania. 

Warto w ten właśnie sposób spojrzeć na to, co dzieje się w konfesjonale. Obrzęd wstępny to ten moment, kiedy ktoś klęka przed księdzem ubranym w albę i stułę (na znak, że Chrystus jest tutaj głównym celebransem) i następuje wzajemne pozdrowienie, a potem błogosławieństwo kapłańskie. Czasem grzesznik słyszy też słowo zachęty skierowane do siebie po to, żeby poczuł się przyjęty przez księdza, żeby poczuł, że wrócił do domu Ojca. Można też celebrować spowiedź w ten sposób, że przed wyznaniem grzechów czyta się odpowiedni fragment Słowa Bożego, ale to są praktyki stosowane najczęściej w mniejszych wspólnotach. Po obrzędach wstępnych następuje wyznanie grzechów.

Wyznanie grzechów nie powinno być ani samooskarżeniem, ani samousprawiedliwieniem wobec przedstawiciela Kościoła. Wyznanie grzechów powinno być powierzeniem się komuś.

Ksiądz reprezentuje Kościół, a grzesznik wyznając grzechy powierza siebie wspólnocie Kościoła. Powiedzenie: „Tak, jestem grzesznikiem, zrobiłem wiele złych rzeczy”, jest właśnie powierzeniem siebie. Ono oznacza: „Niech Bóg i wspólnota zrobią z moim wyznaniem to, co uznają za stosowne”. Grzesznik powierzając siebie, nie powinien spodziewać się łaski. Adrienne von Speyer w książce pt.: „Spowiedź” mówi, że w spowiadaniu się jest coś bezwarunkowego, jest to poddanie siebie pod sąd. Człowiek nie powinien z góry zakładać, że zostanie ocalony. On ma powierzyć siebie ze świadomością, że jako grzesznik zasługuje na śmierć. Tak właśnie czyni Chrystus na krzyżu: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego. Chrystus umiera poza miastem w roli największego grzesznika na ziemi. To jest Jego spowiedź. 

Powierzając siebie odkrywamy, że sąd, pod który się poddajemy, to sąd Boga miłosiernego, który nie tylko przyjmuje moje grzechy, ale i mnie samego. W dodatku mówi: „Nie będziesz najemnikiem, będziesz synem”. Bóg ma moc uczynić mnie na powrót synem. Taki jest skutek wyznania grzechów.

nie stawiaj warunków

Podkreślę jeszcze raz konieczność bezwarunkowości. Czasami przychodzimy do spowiedzi i mówimy: „Dobrze, wyznam te moje grzechy, ale pod warunkiem, że ksiądz nie będzie na mnie krzyczał.” Oczywiście, że krzyczenie to nie jest rola księdza. Wiem, że my, spowiednicy, popełniamy błędy. Czasem taka rola zostaje nam zasugerowana przez kogoś, kto np. w arogancki sposób wyznaje swoje grzechy oskarżając instytucję Kościoła, że nakładała mu ciężary nie do udźwignięcia w postaci przykazań. Nie umniejszam winy spowiedników. To jest nasz grzech, mój grzech - mam tę świadomość, że czasem nie umiałem zachować się w sposób właściwy podczas celebracji spowiedzi. 

Im bardziej jednak wyznanie penitenta będzie bezwarunkowym powierzeniem siebie razem ze swoimi grzechami, tym bardziej będę gotów przyjąć każdą karę. Sprawiedliwą karą za grzech śmiertelny jest śmierć - mówi Pismo Święte. Tak zresztą nazywa się grzech, który przynosi śmierć: grzech śmiertelny. To, że jeszcze nie umarłem, że Bóg pozwolił mi dożyć tego wyznania, pozwolił, żebym jeszcze nie umarł i mógł wyznać swoją grzeszność Bogu. To jest wielka łaska. 

Kiedy mamy konflikt z najbliższymi, z osobami, które naprawdę nas kochają, zdarza się, że one wyładują na nas swój gniew. Ale zwróćmy uwagę, że kierują to właśnie do nas. Bo tylko nam można powiedzieć tak nieprzyjemne rzeczy. To jeden ze znaków trudnych do odczytania, ale jednak znaków miłości. Jeśli ktoś na nas nakrzyczał, to jednak jesteśmy mu osobą bliską. Podobnie przychodząc do Boga wiemy, że przyszliśmy właśnie do Niego, Jemu powiedzieć o swojej grzeszności, która zasługuje na śmierć. A co otrzymujemy w zamian? Otrzymujemy życie. W obrazie z Ewangelii - pierścień, suknię - znak przywróconej godności, znak dziedzictwa, które Bóg chce nam dawać nieustannie.

daj szansę spowiednikowi

Moje wyznanie grzechów powinno być konkretnym nazwaniem czynów, a nie usprawiedliwianiem swojej sytuacji. Może jednak być też wyznaniem wątpliwości, postawieniem pytań; „Postąpiłem tak, nie wiem czy to dobrze, czy źle”. Dobrze, jeżeli ksiądz powstrzyma się od odpowiedzi: „To prawidłowo, a to źle”, ale sprawdzi, skąd się wzięła niewiedza i wątpliwość. Wątpliwości często zasiewa Duch Święty, który nie chce, żebym w dobrej wierze tkwił w złych czynach. 

Warto pamiętać, że konkretne wyznanie grzechów daje spowiednikowi wskazówkę dotyczącą wrażliwości religijnej penitenta, jego zdolności do oceny swych czynów, a przez to możliwość wyjaśnienia spraw trudnych, naświetlenia ich z punktu widzenia wiary. Niestety zawsze jest mnóstwo zamieszania z etyką życia seksualnego. Bywa, że spowiadający się ma jakieś osobiste poglądy, ale zupełnie nie zna argumentacji, która kryje się za nauką Kościoła na temat czystości. 

Po wyznaniu grzechów, które jest zarazem orędziem o tym, że ja - grzesznik mam komu powierzyć swoje grzechy i że Bóg jest kimś, kto przyjmuje grzeszników, następuje liturgia Sakramentu. Formuła rozgrzeszenia wypowiadana przez kapłana jest odpowiedzią Boga, który poprzez rytualną formułę dokonuje odpuszczenia grzechów i nadaje penitentowi godność Bożego dziecka. 

Dodatkowo rolą księdza może być pouczenie, ale ono ma być świadectwem tego, ze Pan Jezus możliwość poznania wartości naszych czynów i zrozumienie jak postępować, żeby nasze działanie było miłością. On pomaga także odkryć, że w pewnych gestach miłości brakuje

 

ZADOŚĆUCZYNIENIE


 
CZYLI WEJŚCIE NA UCZTĘ,  TO DECYZJA NA UWIERZENIE W BOŻE PRZEBACZENIE
 

Syn ma odwagę usiąść z ojcem na uczcie wydanej na swoją cześć. Niektórzy uczestnicy patrzą na niego i mówią: „To ten, który stracił wszystkie pieniądze, wrócił, może ma jakieś niecne plany?” Ludzie różnie go oceniają, ale on ma odwagę zasiąść ze swoim ojcem, bo uwierzył w jego przebaczenie. Stąd ta siła stanięcia wobec wszystkich złych języków i złych oczu.

pokuta niezbyt surowa, ale konkretna

Historia zadośćuczynienia jest długa, sięga czasów pierwszych chrześcijan, którzy uważali, że należy najpierw dopełnić spowiedź poprzez zadośćuczynienie, a dopiero potem otrzymuje się odpuszczenie grzechów i możliwość przyjmowania Eucharystii. Czasem trwało to bardzo długo, bywało, że do końca życia. Dzisiaj spowiednik nakłada na penitenta pokutę, którą należy wypełnić po spowiedzi, ale powrót do Eucharystii następuje od razu, wraz z otrzymaniem sakramentalnego odpuszczenia grzechów. Zadośćuczynienie ma pomóc człowiekowi zmienić złe nawyki, ale przede wszystkim zadośćuczynienie przedłuża radość ze spowiedzi, podobnie jak dziękczynienie po Komunii św. przedłuża świętowanie Eucharystii. Cały dzień może być święty, cały dzień może być dziękczynieniem i przedłużeniem tajemnicy Pojednania.

Zadośćuczynienie, to przedłużenie dziękczynienia za powrót do przyjaźni z Nim. Dlatego jest taka sugestia Kościoła, żeby pokuta nie była zbyt surowa. W ten sposób zostaje podkreślona darmowość przebaczenia, niewspółmierność daru miłosierdzia w porównaniu z naszymi próbami naprawienia zła. A jednak zadośćuczynienie musi być konkretne. Zwłaszcza wtedy, kiedy należy naprawić zło, które uczyniłem. Jeżeli ukradłem, muszę oddać niekoniecznie w sposób jawny, narażając się na kłopoty, ale muszę zwrócić to, co zostało nieuczciwie zabrane. Jeżeli nie mogę oddać pieniędzy, bo nie wiem, komu ukradłem, mogę je dać komuś, kto też jest w potrzebie. Podobnie jeżeli zostało wypowiedziane złe słowo, oszczerstwo, należy je odwołać.

Zadośćuczynienie jest to zatem czynność religijna, oznaczająca gotowość naprawienia zła, które się wyrządziło. Z jednej strony ma więc wymiar naprawczy, z drugiej pokutny i edukacyjno wychowawczy, bo zadośćuczynieniem są często konkretne czyny ascetyczne, które mnie formują i uczą. Jeśli pokutą jest np. codzienne czytanie Ewangelii, taka pokuta wprowadza mnie w Słowo Boże, które rozjaśnia moje sumienie i buduje moją wiarę. Podobnie jest, kiedy mam odmawiać jakieś konkretne modlitwy, uzyskać odpust, który za kogoś ofiaruję, czy spełniać dobre uczynki (dobre uczynki to są czyny wypływające z wiary), które będą mnie uczyć postawy miłości, życzliwości i otwarcia na innych.

Najważniejsza jest jednak świadomość darmowości przebaczenia. Naprawdę, nie jestem w stanie wyrównać Bogu zła, które uczyniłem.

kiedy człowiek nie może zapomnieć

Jest też pewien walor pokuty spleciony z tym, co się w psychologii określa jako „rytuały kończące". Otóż, bywają takie sytuacje - dotyczy to grzechów, które zostawiają silny ślad w psychice, na przykład aborcja w których człowiek nie może się pozbyć przeświadczenia o swojej bezwartościowości, niezdolności do miłości, poczucia potępienia. Nie potrafi uwierzyć w radość przebaczenia. To doświadczenie jest opisane w psychologii jako powodujące znaczną destrukcję osobowości. Człowiek doświadcza wtedy takich skutków, jak np. nieumiejętność wychowania dzieci. Żyje w przeświadczeniu, że jest na zawsze winny i w niejawny sposób wpaja to samo przeświadczenie swoim dzieciom. Dlatego dzieci osób, które popełniły aborcję, często źle funkcjonują w płaszczyźnie psychologicznej, są w jakimś sensie okaleczone. Na płaszczyźnie wiary tzw. zespół po aborcyjny odbija się w ten sposób, że człowiek czuje się niegodny Bożego miłosierdzia, nie jest zdolny uwierzyć w nie, do tego stopnia, że nie daje się przekonać, że Bóg mu przebaczył. Chociaż już wyznał grzech raz, drugi i dziesiąty, ciągle do tego wraca w przekonaniu, że Bóg i tak mu nie przebaczy. Czasami można takiemu człowiekowi trochę pomóc dzięki zadośćuczynieniu rozumianemu jako pewien „rytuał kończący”. Psychologia w sytuacjach silnych uwikłań emocjonalnych, np. w przypadku żałoby, proponuje dopełnienie tej żałoby w postaci jakiegoś pogrzebowego rytuału. Pokuta sakramentalna może być zrealizowana w formie rytuału podobnego, to znaczy w postaci pewnych powtarzających się czynności religijnych: określonych modlitw, uczestniczenia we Mszach św., czy choćby systematycznego wspierania jakiejś instytucji, która służy ratowaniu życia. Musi jednak zostać wyraźnie określony czas, kiedy pokuta zostanie zakończona. Dobrze jest, kiedy towarzyszy temu jakiś akt religijny, żeby było wiadomo, kiedy kończy się tamta spowiedź, w której uwikłanie psychologiczne nie pozwala człowiekowi uwierzyć w Boże miłosierdzie. Taki rytuał pokutny, poprzez swój wyraźny koniec, daje człowiekowi szansę. To nie jest próba zastąpienia psychoterapii, ale szansa na pokonanie czegoś, czemu w sensie psychologicznym człowiek nie jest w stanie podołać. Oczywiście, pokuta ma w sobie pewien element terapeutyczny, ale nie jest to jej najważniejszy cel. Najważniejszym celem jest cel religijny: dziękczynienie Bogu za tajemnicę Miłosierdzia.

żródło: http://www.mbkm.pl/index.html

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
115 0.081295013427734